SKROBACKA AGNIESZKA

SKROBACKA AGNIESZKA


(1989 –2008 )





Urodziła się 25 II 1989 r. w Kielcach. Była córką Jadwigi - architekta krajobrazu i Zbigniewa - wykładowcy na Politechnice Świętokrzyskiej w Kielcach. Uczęszczała do klasy o profilu matematyczno-przyrodniczym w II Liceum im. Jana Śniadeckiego. Egzamin maturalny zdała w 2007 r. Była również uczennicą Państwowej Szkoły Muzycznej im. Ludomira Różyckiego w Kielcach. Po maturze rozpoczęła studia w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Zamierzała również podjąć studia na Uniwersytecie Warszawskim.

Od 2006 r. pełniła funkcję drużynowej 8 Kieleckiej Drużyny Harcerskiej im. Zawiszy Czarnego. Miała wszechstronne zainteresowania. Uprawiała narciarstwo i żeglarstwo. Interesowała się filmem, matematyką, historią, literaturą i muzyką. Podejmowała próby kompozytorskie i literackie. Zgłosiła swój udział w konkursie „Moje życie - moje sacrum” ogłoszonym przez Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach. Była wolontariuszką Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Odwiedzała dzieci w domu dziecka, pomagała potrzebującym ludziom i zwierzętom. Z pasją działała w kieleckim Klubie Morskim Horn. Miała instruktorski stopień przewodniczki w hufcu ZHP Kielce - Południe.

Zmarła nagle 3 I 2008 r. na sepsę. Została pochowana na cmentarzu w Cedzynie.

Zostawiła w bólu i żałobie najbliższych i środowisko harcerskie Kielc i Chorągwi Kieleckiej. Rodzice utworzyli fundację imienia Agi Skrobackiej „Wiatr w żagle”. Jej celem jest finansowe wspieranie utalentowanej młodzieży szkolnej i studenckiej w realizacji planów życiowych.

Andrzej Rembalski


tekst z - „HARCERSKI SŁOWNIK BIOGRAFICZNY KIELECCZYZNY” - pod redakcją Andrzeja Rembalskiego



Gazeta Wyborcza

Akademia opowieści




Wysłuchała Angelina Kosiek
23 grudnia 2016 | 15:25

Zakładając fundację, statut napisali tak, jak z pewnością zrobiłaby to Agnieszka.

AKADEMIA OPOWIEŚCI. Była niesamowitą śmieszką, miała artystyczną duszę, chciała spełniać marzenia. A jaka była dumna, że może pójść głosować w wyborach. Zawsze będzie dla nich najważniejsza. Zakładając fundację, statut napisali tak, jak z pewnością zrobiłaby to Agnieszka.

Agnieszka zmarła niemal dokładnie dziewięć lat temu. Miała niespełna 19 lat... O Córce opowiedzieli nam rodzice, Jadwiga i Zbigniew Skrobaccy.

Agnieszka miała bardzo złożoną osobowość. Z jednej strony o wielu rzeczach myślała bardzo poważnie, z drugiej strony - często się śmiała, żartowała. Była harcerką. Wiedziała, że przez zabawę też można się uczyć.

Była pianistką, kochała taniec, narty, żagle, ciągnęło ją w świat. Świetnie pisała, kochała oglądać filmy. Pamiętam, że gdy skończyła 18 lat, była bardzo dumna, że w 2007 roku mogła pójść głosować. I wszystkich do tego zachęcała. Jednocześnie była normalną nastolatką, naszym ukochanym dzieckiem, które budziło wielkie nadzieje. Aga chciała spełniać swoje marzenia, a innych do śmiałych marzeń zachęcała.

Kochała towarzystwo, było jej niezmiernie potrzebne, potrzebna jej była wspólnota w radości i działaniu. Była jedynaczką, a chcieliśmy, żeby nauczyła się, że są też inne dzieci. Gdy była mała, chodziłam z nią do domu dziecka przy ulicy Toporowskiego w Kielcach. Od początku była gotowa do wolontariatu.

Dostała się na studia w SGH. Mocno ją namawiałam, by została jeszcze rok w Kielcach i skończyła szkołę muzyczną. Powiedziała mi wtedy: "Słuchaj, mamo, nawet nie ma możliwości, by zrezygnować! Z SGH nikt nie rezygnuje".

Chyba nie lubiła Warszawy, bo bez przerwy jeździła do Krakowa. Wielu jej przyjaciół tam studiowało. Gdy przyjechała do domu na Boże Narodzenie, często powtarzała, że to jej ukochane Kielce. Wyglądało na to, że jest bardziej zagorzałą kielczanką od nas.

Nasza ukochana córka zmarła 3 stycznia 2008 roku. Na sylwestrapojechała pod Zawiercie na imprezę z kolegami z harcerstwa. Tam zachorowała, kiedy przyjechała do domu, źle się czuła. 2 stycznia wróciłam z pracy, dzwoniłam nawet do lekarki i dopytywałam, czy mam ją gdzieś zawieźć. Usłyszałam, że powinna wziąć coś na gorączkę, a rano się zgłosić do lekarza.

O piątej rano następnego dnia Aga obudziła się i powiedziała, że ma straszne bóle. Wezwaliśmy pogotowie. Cały czas była przytomna, sama usiadła na wózek ratowników z pogotowia. O dziewiątej rano dowiedzieliśmy się, że była reanimowana. Potem, że nieskutecznie... To była sepsa. Dla lekarzy to też był szok. Nic nie działało, mówiono nam, że nie wiedzieli, co robić.

Po śmierci Agnieszki pierwsi przyszli harcerze. Przychodzili całymi grupami i pojedynczo, zachowywali się jak u siebie w domu, po prostu byli z nami. Nie okazywali współczucia, nie deklarowali, że chcą nam pomóc. Te dzieciaki po prostu piły z nami herbatę i gadaliśmy. Nas zmuszało to do normalności.

W sytuacji wielkiego nieszczęścia wiele osób nie potrafi się zachować. Dlatego sporo osób uciekło z naszego życia. To naturalne. My, mimo tych przeżyć, chyba też nie potrafimy zachować się w podobnych sytuacjach.

Już po śmierci znaleźliśmy zapiski córki. W 2004 roku napisała: "Dusza ulatuje z człowieka tak samo, jak uczeń wybiega ze szkoły, szybko i radośnie. Cytat pochodzi z jednego z tych filmów, których się nie zapomina". To wszystko Aga napisała. Kolejny: "Mam nadzieję, że śmierć jest radosna i że nigdy nie będę musiała tu wracać". To z filmu "Frida".

Rozpaczy nie da się opisać. Tylko ci, którzy to przeżyli, wiedzą, jak to jest. Ten ból nigdy nie znika. Tęsknota jest coraz większa. Ale musimy wierzyć, że na tym świecie każdy żyje po coś. Uważamy, że nasza córka najwyraźniej tu swoje zadania wypełniła. Choć pytanie "dlaczego?" wisi nad nami cały czas. I nie można znaleźć na nie odpowiedzi. Nam pozostaje wierzyć, że Aga z nami jest i jest naszym aniołem.

Przyśniło mi się kiedyś, że jej pianino stało w wielkim jeziorze z moich łez, a ja klęczę na brzegu i cały czas płaczę. Bo w pewien sposób wypłakałam takie jezioro. W samotności.

Wiedziałam wtedy, że nie przestanę płakać, ale przecież człowiek budzi się każdego dnia i musi jakoś zagospodarować kolejny dzień. Oddawanie się tylko rozpaczy nie ma sensu, trzeba coś znaleźć w życiu, w jakiś sposób zagospodarować czas. Całe życie tym sensem była dla mnie moja Aga.

I tak powstała myśl o fundacji im. Agi Skrobackiej "Wiatr w Żagle". Powstała dzięki czynnej pomocy naszych przyjaciół, ludzi wielkiego serca. Ustaliliśmy, że z jej wsparcia będzie korzystać młodzież od 16. do 26. roku życia. Pisząc statut, wzięliśmy pod uwagę to, co mówiła Aga. Działała w organizacji i denerwowała się, że wszystkie stanowiska obsadzają starsi, którzy nie chcą słuchać młodych. Nasza fundacja obok zarządu ma radę młodzieżową, która może nawet zablokować decyzje zarządu. Utrzymuje się tylko dzięki darowiznom osób wpłacających mniejsze lub większe kwoty. Systematycznie. Dzięki temu mamy do dyspozycji pieniądze na stypendia czy nagrody.

Swoją traumę staraliśmy się przekształcić w coś dobrego dla innych dzieci, znów ożywić nasze serca. Nasi beneficjenci są naprawdę cudowni. Wzruszamy się, czytając ich prace czy wnioski o granty. Często widzimy, jak młodzi są to ludzie, a jednocześnie jak wiele już osiągnęli.

W tym roku bardzo poruszyła nas historia utalentowanej flecistki. Mieszkanie jej rodziny zostało okradzione. Stracili wszystko, również wypożyczony ze szkoły muzycznej flet. Dyrektor szkoły zażądał zwrotu 15 tys. zł, bo tyle kosztował instrument. Rodzina Zosi zaapelowała o pomoc w mediach, reakcja ludzi była natychmiastowa. My też włączyliśmy się do akcji, ale dosyć późno, bo bardzo szybko udało się zebrać prawie całą potrzebną kwotę.

6 stycznia 2017 roku wręczymy Zosi grant na 4 tys. zł. Może uda jej się kupić w przyszłości własny flet?

Unikamy sytuacji, że wspieramy tylko bardzo biednych. Skupiamy się na wspieraniu rozwoju, w tym artystycznego, zdolnych i pracowitych. Jeśli ktoś może pojechać na konkurs za granicę albo ambitnie studiować w innym mieście, warto dać mu szansę. Chcemy wspomagać młodych ludzi w realizacji ich marzeń. Zwracamy też uwagę na to, czy działają w jakichś organizacjach. Kalendarz naszej córki był gęsto zapisany terminami. Szkoła muzyczna, zbiórka w harcerstwie, jeszcze jakieś spotkanie, codzienne ćwiczenia na instrumencie. Często stawiała sobie wymagania - a to, że przeczyta "Boże igrzysko" Normana Daviesa, a to, że nie będzie się spóźniać. Podziwialiśmy ją, bo wiem, że wielu dorosłych, nawet uważających się za menedżerów, w porównaniu z jej pracą nad sobą uchodziłoby za leniwych.

Niekiedy docierają do nas historie młodych ludzi, którzy dzięki naszemu konkursowi uwierzyli we własne możliwości. Było na przykład tak, że w jednej dziedzinie życia doskonale sobie radzili, ale bali się matury z matematyki. Grant z naszej fundacji dodał im wiary we własne możliwości.

Bardzo ich podziwiamy. Miłość do córki przelewamy w jakiejś części właśnie na nich.

Cały czas mamy kontakt z przyjaciółmi Agnieszki. Skończyli studia, właśnie zakładają rodziny. Oczywiście nie chcemy się narzucać, oni mają swoje życie. Zawsze okazują nam dużo ciepła. Gdy na nich patrzymy, to wyobrażamy sobie, jak by to było, gdyby nasza córka żyła. Tyle czasu już minęło, a mnie się wydaje, że to wszystko się stało wczoraj.





RODZICE AGNIESZKI


SKROBACKA AGNIESZKA


SKROBACKA AGNIESZKA


SKROBACKA AGNIESZKA





Kliknij by powrócić do nadrzędnej strony