Maria Chodnikiewicz

Maria Chodnikiewicz


(1918 – 2007 )




Maria Chodnikiewicz znana pokoleniom kieleckich harcerzy druhna „Olga-Joanna", żołnierz Armii Krajowej, pedagog, aresztowana przez gestapo została zesłana do obozu koncentracyjnego Auschwitz. Za swą działalności w obozie dostała tytuł „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata". Była sekretarką wojewody Wiślicza - Iwańczyka. W latach 1949-1950 była komendantką Kieleckiej Chorągwi Związku Harcerstwa Polskiego. Przez lata była zastępcą dyrektora Państwowego Domu Dziecka w Kielcach.

zmarła w wieku 89 lat w lipcu 2007roku.



gazeta wyborcza

60 lat temu kielczanka uciekła z „marszu śmierci”.

- Nagle nadleciały samoloty. Skorzystałam z zamieszania i niewiele myśląc skoczyłam do rowu. Nie mogłam uwierzyć, że nikt nas nie goni. To było tak nieprawdopodobne uczucie - mówi kielczanka Maria Chodnikiewicz, która 60 lat temu uciekła esesmanom z „marszu śmierci”

Urodziła się w Kielcach w 1918 roku. Tu się wychowała, skończyła gimnazjum, liceum, a tuż przed wojną studia pedagogiczne. Służyła w harcerstwie.

Do obozu w Auschwitz trafiła w lutym 1943 roku. - Byłam w Związku Walki Zbrojnej. Gestapowcy złapali mnie w Radomiu - opowiada. Po trzech miesiącach tortur z wyrokiem śmierci wywieziono ją do obozu.

Najpierw pracowałam w polu, potem przy rozbiórce domów, a stamtąd trafiłam do kuchni - wspomina. Była pewna, że nie przeżyje koszmaru. - Zachorowałam na tyfus. W obozowym szpitalu spotkałam 16-letnią Helenę Gęgę. Obiecałyśmy sobie, że jeśli któraś z nas przeżyje, skontaktuje się z rodziną i opowie całą historię - mówi.

Nadzieja na wolność

Maria Chodnikiewicz doskonale pamięta początek ewakuacji - 17 stycznia 1945 roku.

- Pracowałam w grupie porządkującej magazyn odzieży. Jako pierwsze zostałyśmy ewakuowane. Tego dnia wcześniej niż zwykle zorganizowano poranny apel. O dziwo zaczęto sprawdzać imienne listy. Byliśmy zdezorientowani, bo kilka dni wcześniej zburzono krematorium, a dochodziły pogłoski, że zbliżają się Rosjanie. Słychać było huk dział. Baliśmy się, że jako świadkowie tego piekła będziemy zlikwidowani - opowiada. Esesmani sprawdzali jednak listę obecności, a potem każdemu wydali bochenek chleba i koc.

- Wtedy odzyskałam nadzieję, bo przecież na ostatnią drogę Niemcy nie dawaliby jedzenia - mówi. Pamięta, że jej grupa dostała inne koce niż pozostałe. Zamiast szarych, obozowych, białe, odebrane Żydom przywiezionym z Holandii.

Z takim pakunkiem, kolumna wyruszyła w drogę do Pszczyny. - To była mordęga. Co jakiś czas przy drodze stały wiadra z wodą do picia. Był jednak duży mróz i woda zamarzła. Żeby ugasić pragnienie jadłyśmy śnieg - wspomina. Doskonale pamięta, że w pewnym momencie idąca przed nią wycieńczona starsza Żydówka odwróciła się i chciała oddać jej swój pakunek. - Powiedziała, że nie może iść dalej, bo ma poranione nogi. Stanęła na poboczu i wtedy podszedł do niej esesman i ją zastrzelił.... - wzrusza się.

Wieczorem konwój dotarł do Pszczyny.

- Byliśmy bardzo zmęczeni, nawet nie pamiętam jak zasnęłam - mówi. Następnego dnia więźniowie wyszli w dalszą drogę. Do Wodzisławia.

- Szliśmy bocznymi drogami. Około południa nagle nadleciały samoloty. - Pilnujący nas esesmani rozbiegli się. Niewiele myśląc skoczyłam do rowu, w śnieg i okryłam się tym białym kocem - wspomina. To samo zrobiły koleżanki pani Marii, Wanda Kasperek-Zgótko i Seweryna Szmaglewska. Wszystkie trzy przeczekały w rowie do zmroku.

Zaszyte paski

- Wstałyśmy, gdy było ciemno. Nad nami piękny księżyc. To było nieprawdopodobne uczucie. Nikt nas nie gonił - mówi.

Wszystkie trzy poszły boczną ścieżką. Na niej natknęły się na mężczyznę i dwie kobiety. - Wskazali nam drogę do zabudowań. Gdy zapukałyśmy w okno najbliższego domu, zgasło światło. Nikt nam nie otworzył - opowiada. Schowały się więc w stodole. - Byłyśmy ubrane w cywilne ubrania z namalowanym olejną farbą czerwonym pasem na plecach. Zaszyłyśmy go - mówi.

Rano z domu wyszła kobieta z dzieckiem na ręku. Weszła do stodoły. - Byłyśmy bardzo przestraszone, ale ona mówiła po polsku. Powiedziałyśmy, że wracamy z robót w Niemczech i zabłądziłyśmy. Poprosiłyśmy o wskazanie drogi do Pszczyny - opowiada pani Maria. Gospodyni nie tylko wskazała drogę, ale również nakarmiła kobiety.

Tego samego dnia doszły do Bogorii. Potem postanowiły iść w kierunku Bielska-Białej.

- Każdy nocleg był ryzykowny. W jednym z domów spotkałyśmy mężczyznę, który opowiadał, że musiał pochować pomordowane kobiety, które szły z Oświęcimia - wspomina. Kobiety nie zdradziły, że są z tego samego transportu.

Spotkanie z Heleną

Maria Chodnikiewicz postanowiła dotrzeć do Rychwałtka koło Żywca. Tam mieszkała rodzina Heleny Gęgi. - Nie wiedziałam, co się z nią stało, ale przecież dałyśmy sobie obietnicę - mówi. W Żywcu trafiła do rodziny, w której mężczyzna właśnie wracał z robót w Niemczech. - Nie chwaliłam się, skąd uciekłam. Ale przyjęto mnie bardzo ciepło. Po raz pierwszy od trzech lat zjadłam normalny obiad. Nigdy nie zapomnę tego smaku zupy pomidorowej z ryżem - podkreśla.

Pani Marii udało się dotrzeć do domu Gęgów. - Okazało się, że Helena już tam jest. Radość była wielka. Nareszcie opadły ze mnie wszystkie emocje - wspomina.

W Rychwałku doczekała się wejścia Armii Czerwonej. Rosjanie nawet stacjonowali w domu Gęgów. - Pewnego dnia pojawił się oficer, który stwierdził, że jestem z SS, bo na ręce mam numer. Nie mógł uwierzyć, że to numer obozowy z Auschwitz - opowiada. Kazano jej zostać w domu Gęgów.

Bała się. Postanowiła uciekać. Gęgowie zdobyli metrykę zmarłej kilka dni wcześniej dziewczyny i pokazali drogę do Suchej Beskidzkiej. - Tam po raz pierwszy zobaczyłam polska flagę. Rozpłakałam się - przyznaje.

Potem dotarła do Krakowa, a następnie do Kielc.

- Mieszkałam w domu przy ulicy Poniatowskiego 52. To w rejonie obecnej ulicy Sandomierskiej. Niestety, na miejscu dowiedziałam się, że podczas wyzwalania Kielc zginęli moi rodzice - opowiada.

Po wojnie pani Maria pracowała m.in. w ratuszu oraz urzędzie wojewódzkim. Przez lata była zastępcą dyrektora Państwowego Domu Dziecka. Ma trzy córki i siedmioro wnucząt. Za swą działalności w obozie dostała tytuł Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata.

- Do Oświęcimia wróciłam 35 lat później. Znowu przed oczami stanęły te okropieństwa. Mam nadzieję, że kolejne pokolenia będą o tym pamiętać - podkreśla pani Maria.

Marsz śmierci

Tak nazwano ewakuację przez nazistów obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Wycieńczonych więźniów pędzono na zachód, bo do miasta zbliżały się oddziały Armii Czerwonej. Wielu z nich nie przeżyło tej drogi.

tekst:Marcin Sztandera
GW - 18 stycznia 2005

Maria Chodnikiewicz

5 marca 1972r. - Przyrzeczenie drużyn harcerskich w Domu Dziecka przy ulicy Wesołej w Kielcach



Urodziła się 8 sierpnia 1918 r. w Kielcach. Była córką Władysława Sowiara i Katarzyny z domu Skrzypek. Uczęszczała do Szkoły Powszechnej im. Marii Konopnickiej, a następnie do Gimnazjum im. Błogosławionej Kingi w Kielcach. W 1937 r. zdała maturę. W latach 1937-1939 była słuchaczką Państwowego Pedagogium w Kielcach na kierunku język polski - historia. W czerwcu 1939 r. otrzymała dyplom nauczycielski, a w lipcu tego roku została zaangażowana na stanowisko kierowniczki powstającego internatu dla uczennic Gimnazjum Bł. Kingi.

Do ZHP wstąpiła w 1938 r. jako słuchaczka Pedagogium. Uczennice utworzyły zastęp „Jodły", którym opiekowała się Zofia Kawecka. Na jej ręce w 1938 r. złożyła przyrzeczenie harcerskie. Była zastępową tego zastępu. Brała udział w obozie wędrownym na Wołyniu, Mareniu nad Słuczą, którego komendantką była Z. Kawecka oraz na tzw. obozie służby w lipcu 1939 r. na trasie: Wejherowo - Gdynia - Gdańsk prowadzonym przez druhnę Jadwigę Siczek. W obozie na Wołyniu szczególną uwagę zwracano na orientację w terenie, zaradność w warunkach naturalnych, z dala od ludzkich osiedli. W czasie „obozu służby" poza ćwiczeniem takich cech jak zaradność i spostrzegawczość doskonalono umiejętności z zakresu łączności oraz zapoznawano harcerki z problemami narodowościowymi.

We wrześniu 1939 r. została skierowana wraz z druhną Zofią Dziewięcką do pracy w Komendzie Obrony Przeciwlotniczej Miasta Kielce gdzie pełniły rolę telefonistek i pomocy kancelaryjnej. Po wkroczeniu Niemców do miasta, z grupą harcerek odwiedzała szpital dla jeńców polskich mieszczący się w gmachu seminarium duchownego i dostarczała żołnierzom żywność, środki opatrunkowe, odzież cywilną, co ułatwiało wyprowadzenie jeńców na wolność. Pracowała również w szpitalu dziecięcym w Kielcach, gdzie brakowało pielęgniarek.

Po rozpoczęciu działalności konspiracyjnej przez organizację Służba Zwycięstwu Polski, Komendantka Chorągwi Harcerek harcmistrzyni Antonina Gębicowa, skierowała ją do pracy w tej organizacji, a wraz z nią harcerki Janinę Siudę (Gruszecką) i Czesławę Janus. Przysięgę organizacyjną przyjął od nich płk F. Faix-Limanowski w obecności A. Gębicowej.

W 1940 r. Komenda Okręgu SZP przekazała ją do wywiadu Okręgu ZWZ. Wraz z nią pracowały na terenie Kielc harcerki Maria Sabat i Zofia Garmulewicz, pod komendą płk Zygmunta Szewczyka ps. „Bartek”. Pełniły służbę jako łączniczki. Do ich zadań należało przenoszenie meldunków i korespondencji na tzw. „skrzynki kontaktowe”, przeprowadzanie „ludzi spalonych”, wyszukiwanie „skrzynek”, załatwianie tzw. „lewych” dowodów osobistych, kartek żywnościowych, dostarczanie pieniędzy pochodzących z darowizn dla organizacji, a także pisanie na maszynie i przenoszenie broni. Działając w konspiracji na terenie Kielc nosiła pseudonim „Olga”.

Od 1940 r. była zatrudniona jako laborantka w Państwowym Zakładzie Higieny w Kielcach. Tu zdała egzamin państwowy na laborantkę bakteriologii. Uczestniczyła w organizowaniu tajnego nauczania, którym kierowała przedwojenna dyrektorka liceum Maria Opielińska. Uczyła języka francuskiego. Oficjalnie była uczennicą kursu kroju i szycia zorganizowanego przez Marie Krzymuską.

W 1942 r. została przeniesiona przez ZWZ do Radomia. Pracowała w Izbie Rolniczej jako instruktorka hodowli drobiu na rejon powiatu radomskiego i kozienickiego. Ułatwiało to utrzymywanie kontaktów organizacyjnych w ramach ZWZ. W 1942 r. w wyniku ataku gestapowców na grupę ludzi z ZWZ w Rożkach koło Radomia nastąpiły liczne aresztowania. 50 osób straciło życie przez powieszenie. W czasie pobytu w Radomiu jako łączniczka utrzymywała kontakty z punktami obserwacyjnymi wzdłuż linii kolejowej Radom - Dęblin - Puławy.

W listopadzie 1942 r. została aresztowana przed dworcem kolejowym w Radomiu i osadzona na trzy miesiące w więzieniu. W swych wspomnieniach określiła pobyt w więzieniu jako „straszne śledztwo”. W lutym 1943 r. wraz z innymi więźniarkami została zawieziona do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Otrzymała numer obozowy 35146. Początkowo pracowała w polu, następnie przy rozbiórce domów, a w końcu trafiła do kuchni. Zachorowała na tyfus.

W obozowym szpitalu spotkała 16 letnią Helenę Gęgę. Obie obiecały sobie wzajemnie, że jeśli któraś przeżyje pobyt w oświęcimskim obozie, to skontaktuje się z rodziną drugiej. Po ucieczce z obozu wywiązała się z przyrzeczenia. Opiekowała się żydowską więźniarką Haną Hampel zarejestrowaną w obozie jako Janisława Zahorajko.

W obozie zetknęła się z harcerkami Urszulą Głowacką, Barbarą Zybert, Wandą Kasperek, Ireną Wójcik, Haliną Cetnarowicz. Wspominała, że były to bardzo dzielne dziewczęta, które w warunkach oświęcimskiego piekła zachowały własną godność i gotowość niesienia pomocy innym.

17 stycznia 1945 r. nastąpiła ewakuacja obozu. Pracowała w grupie porządkującej magazyn odzieży. Znalazła się w pierwszym transporcie liczącym 20 tysięcy więźniów ewakuowanych do Rzeszy. Więźniarki otrzymały po bochenku chleba i koc. Kolumna ruszyła do Pszczyny.

Ewakuację obozu koncentracyjnego z Auschwitz nazwano „marszem śmierci". Aby ugasić pragnienie więźniarki jadły śnieg, ponieważ zamarzła woda w wiadrach stojących przy drodze. W drugim dniu marszu, jeszcze na ziemiach polskich, uciekła z transportu. Po nalocie samolotów rozbiegli się pilnujący kolumny esesmani. Ukryła się w rowie, okryła białym kocem i przeczekała do nocy.

Wraz z nią uciekła harcerka Wanda Kasperek-Zgutko i pisarka Seweryna Szmaglewska, która opisała tę ucieczkę w książce „Zapowiada się piękny dzień".

Był to dzień 19 stycznia 1945 r. Po trudach ucieczki w lutym powróciła do Kielc. Jej rodzice zginęli 17 stycznia w czasie walk o Kielce a siostra została ranna. Po powrocie musiała stworzyć dom młodszemu rodzeństwu - bratu i siostrze. Na propozycję objęcia funkcji kierowniczki Szkoły Ćwiczeń nie wyraziła zgody, gdyż psychicznie nie czuła się na siłach, by podołać odpowiedzialnej pracy pedagogicznej. Podjęła pracę w magistracie miasta, a następnie w Urzędzie Wojewódzkim w Kielcach jako sekretarz administracyjny.

Rozpoczęła pracę w organizującej się Komendzie Chorągwi Harcerek, początkowo jako członkini referatu drużyn, a następnie referatu kształcenia starszyzny. 7 IX 1948 r. została mianowana komendantką Chorągwi Harcerek. W lipcu 1949 r. objęła funkcję komendantki połączonych chorągwi harcerek i harcerzy. Jej zastępcami zostali dotychczasowi komendanci - harcmistrzyni Maria Jezierska i harcmistrz Edward Wołoszyn. 15 stycznia 1950 r. przekazała funkcję komendantki Chorągwi Ryszardowi Werensowi. Oficjalnie powodem zwolnienia była choroba dziecka.

Po powrocie z obozu wspólnie z grupą byłych więźniów była założycielką Związku Byłych Więźniów Politycznych Obozów Koncentracyjnych. Pełniła funkcję wiceprzewodniczącej Zarządu Wojewódzkiego tego Związku. Była radną pierwszej Wojewódzkiej Rady Narodowej w Kielcach. Była członkiem Polskiej Partii Socjalistycznej, a po połączeniu PPS i PPR - Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

W 1947 r. wyszła za mąż. Wychowała trzy córki. W 1961 r. podjęła pracę w Państwowym Domu Dziecka jako wychowawczyni, a następnie zastępczyni dyrektora. Po 17 latach przeszła na emeryturę.

Była członkinią Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Została wybrana do Rady Naczelnej ZBOWiD oraz do Prezydium Zarządu Wojewódzkiego tej organizacji.

W I 1980 r. włączyła się do pracy Kręgu Instruktorskiego „Łysica” przy Kieleckiej Chorągwi ZHP im. Stefana Żeromskiego. Brała udział w zjazdach Kręgu odbywających się co roku w Sielpi oraz sesjach organizowanych przez Komisję Historyczną Chorągwi Kieleckiej, na które przygotowywała referaty. W kwietniu 1981 r. uczestniczyła w sesji „Harcerstwo Kielecczyzny w walce z hitlerowskim okupantem w latach 1939-945" oraz we wrześniu 1989 r. w sesji „Pogotowie harcerek i harcerzy na Ziemi Kieleckiej”.

Miała stopień harcmistrzyni. przyznany przed 1949 r.

Za udział w walce z okupantem została odznaczona Krzyżem Walecznych przyznanym przez dowództwo AK zweryfikowanym w 1970 r., Krzyżem Partyzanckim, Medalem Zwycięstwa i Wolności, Odznaką Grunwaldzką, Medalem za Zasługi dla Obronności Kraju, Krzyżem Oświęcimskim. Za pracę zawodową i społeczną otrzymała: Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Odznakę „Za Zasługi dla Kielecczyzny”, Złotą Odznakę Janka Krasickiego, Medal Komisji Edukacji Narodowej, Odznaki i Medale X-lecia, XXX-lecia i XXXV-lecia Polski Ludowej, Krzyż „Za Zasługi dla ZHP”, Złotą Odznakę Związku Nauczycielstwa Polskiego, Odznakę Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, Odznakę Frontu Jedności Narodu. Naczelnik ZHP rozkazem L. 14/85 z l grudnia 1985 r. przyznał jej Złoty Krzyż „Za Zasługi dla ZHP” z Rozetą-Mieczami.

Na wniosek Żydówki, którą opiekowała się w obozie oświęcimskim ,a któŹra po wojnie przyjęła nazwisko Hana Szlomi, Instytut Pamięci Yad Yashem w Jerozolimie nadał jej tytuł „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”.

Zmarła 31 lipca 2007 r. w Kielcach. Została pochowana na Cmentarzu Starym.

Andrzej Rembalski

tekst z - „HARCERSKI SŁOWNIK BIOGRAFICZNY KIELECCZYZNY” - pod redakcją Andrzeja Rembalskiego



Kliknij by powrócić do nadrzędnej strony